SZPITAL ROYAL
BROMPTOM
Londyn, Wielka Brytania
10 grudnia 2016
Caroline Gilbert przemierzała jasny korytarz
szpitala wolnym krokiem. Fartuch pielęgniarki przez wszystkie lata spędzone w
jej pracy był już lekko znoszony, ale wciąż idealnie dopasowany do jej ciała.
Swoje czarne włosy, przed wyjściem z domu rutynowo związała w wysokiego koka.
Co kilka kroków zatrzymywała się, by zaglądnąć przez sterylnie czyste szyby do
pomieszczeń z pacjentami i upewnić się, że wszystko z nimi w porządku.
Jej uwagę przykuł mężczyzna, którego wcześniej nie
widziała. Musieli przywieźć go dzisiaj,
pomyślała, otwierając drzwi od sali w której się znajdował. Zbliżyła się do
jego łóżka, chwytając teczkę z papierami, która włożona została do koszyka przy
jego łóżku.
Zayn Malik, 82 lata - głosił napis na pierwszej
stronie.
Przyjrzała się mężczyźnie, który oddychał spokojnie,
podłączony do pikającej aparatury. Był chudy, a na jego ramionach można było
dostrzec wyblakłe tatuaże. Siwe, lekko
przyczerniałe włosy opadały mu na czoło, a delikatny uśmiech błąkał się po
ustach.
Odwracając od niego wzrok, Caroline przewróciła
kartki trzymane w dłoniach i już po kilku chwilach dowiedziała się, że owy Zayn
po raz drugi w tym miesiącu dostał zawału serca. Mimo, że często spotykała się
z takimi przypadkami, jak na jego wiek było to nadzwyczajnym wyczynem przeżyć
po tych atakach.
Skierowała się do wyjścia, kiedy usłyszała cichy,
zachrypnięty głos.
– Dwa ataki w ciągu miesiąca, pobijam samego siebie
– odwróciła się z powrotem, a starszy mężczyzna zaśmiał się.
– Nigdy nie przypuszczałem, że tak szybko się
zestarzeję. Widzisz, mając czterdzieści lat narzekałem na pierwsze zmarszczki,
a teraz spójrz na mnie. Wyglądam jak opona z której ktoś spuścił powietrze. Do
tego te ataki, jestem pewny, że to przez smażone ziemniaki, od których nie mogę
się uwolnić. Dodatkowo nie mogę prowadzić już auta. Przez tyle lat zbierałem na
nowego Bentleya, a od dwudziestu stoi w moim garażu i przychodzę tam tylko po
to, by go umyć.
Caroline, zbliżyła się do niego, uśmiechając
delikatnie. Rzadko kiedy trafiają pod jej opiekę tak gadatliwi pacjenci. A
kiedy już któryś z nich nabierze chęci do rozmowy, głównym tematem jest śmierć
i dręczące go choroby. Dlatego, postanowiła
wysłuchać go, przy okazji sprawdzając jak się czuje.
– Pearl zawsze narzekała na to auto. Miało niskie
podwozie, ciężko było jej z niego wysiadać.
Zayn Malik westchnął cicho, na chwilę zamykając
swoje usta.
– Jak się pan czuje? – spytała Caroline, wyciągając
z kieszonki na biodrze notes i długopis.
– Wyśmienicie! – odkrzyknął rozentuzjazmowany – Czy
aby tak nie wyglądam? Czuję się, jakbym znów miał dwadzieścia lat i mógł ganiać
za dziewczynami. Nie zrozum mnie źle, mimo wszystko kochałem tylko tą jedną.
Powiedzmy, że te ataki, przez które ciągle trafiam do szpitali, to tylko
symulacje. W końcu, tak bardzo kocham te białe pokoiki, które sprawiają, że
czuję się chory psychicznie. Kto ich nie lubi? Więc proszę cię, zanotuj tam, że
wszystko ze mną dobrze, żebym mógł wrócić do domu.
Caroline zaśmiała się cicho, klepiąc go po dłoni,
leżącej bezwładnie na prześcieradle.
– Nie ma takiej możliwości, panie Malik.
– To było do przewidzenia. – grymas wymalował się na
jego twarzy – Mam osiemdziesiąt dwa lata i jestem mężczyzną, który przeżył co
było do przeżycia, a teraz jedyne co dodaje jego życiu błyskotliwości, są szpitale.
Zwiedziłem dzięki nim już całą Anglię. Wszystkim mówię, że podróżuję. Tylko nie
wspominam, że moimi hotelami są sale szpitalne. Od kiedy tu pracujesz?
Nie dał jej szansy odpowiedzieć na to pytanie.
– Zawsze zastanawiałem się, czemu kobiety podejmują
tę pracę. Muszą mieć niesamowicie dobre serca. Pearl chciała kiedyś zostać
pielęgniarką. Cóż, gdyby zajmowali się mną mężczyźni, to pewnie już dawno nie
było by mnie na tej ziemi, więc dziękuję ci za to, że podjęłaś się tej pracy.
Dziękuję w imieniu swoim i wszystkich innych osiemdziesięciolatków w tym
szpitalu.
Pamiętam, że kiedy miałem szesnaście lat, pobiłem
się z takim chłopakiem… Nie pamiętam jego imienia. Tak czy inaczej, oboje
trafiliśmy na jeden oddział, do tego samego szpitala. Byłem pod opieką
dwudziestoletniego faceta z okularami i wąsami, który nie należał do
najmilszych osób. Najczęstsze słowa które padały z jego ust to bandaż, siniak i
kretyn. Wychodząc ze szpitala dowiedziałem się, że ma żonę! Przez bity tydzień
zastanawiałem się, kto polubiłby takiego typa.
Och, ale miłość to w końcu bardzo silne uczucie i
nie wiadomo w kim, ani kiedy się zakochasz. Prawda?
– Nie wierzę w coś takiego, jak miłość. –
powiedziała, korzystając z okazji, przed kolejnym rozgadaniem się staruszka.
Zayn spojrzał na nią, unosząc swoje brwi do góry.
– Jak to, nie
wierzysz?
Caroline westchnęła, wiedząc, że nie powinna
zagłębiać się w relacje z pacjentami, ani przesiadywać przy nich dłużej niż wymagają
tego badania. Jednak, usiadła przy łóżku Zayna i opierając się o oparcie
krzesła schowała notes z powrotem do kieszeni.
– Jak dla mnie nie istnieje coś takiego. To znaczy,
może to być zafascynowanie pięknem drugiego człowieka, jego charakterem, ale
nie wierzę w coś takiego jak miłość, która utrzymuje się przez wiele lat.
Wiążesz się z kimś i może z początku rzeczywiście jest to jakieś głębsze
uczucie, ale później zamienia się w rutynę.
Ku jej zaskoczeniu Zayn Malik wypuścił gardłowy
śmiech, ale chwilę później zakasłał ostro, biorąc głębszy wdech.
– Który mamy dzisiaj dzień?
– Dziesiąty grudnia
– odpowiedziała mechanicznie, nie widząc związku z poruszanym wcześniej
tematem.
– Swoją życiową miłość poznałem jedenastego grudnia
i uwierz mi, będąc nastolatkiem żyłem
takim samym przekonaniem jak twoje i wcale nie szukałem związku na stałe. Byłem
młody, głupi i jedyne co zamieszkiwało w mojej głowie to ciągła zabawa i piękne
dziewczyny. Cóż, Pearl była najpiękniejsza z nich wszystkich. Przy naszym
pierwszym spotkaniu, znienawidziła mnie. – zaśmiał się lekko. – Wtedy
zrozumiałem, że jest inna.
Ty też kiedyś spotkasz kogoś, kto wywróci twój świat
do góry nogami. Kogoś, przy którym
wszystkie twoje dotychczasowe przekonania wyblakną i zostaną zastąpione
przez nowe. I nawet jeśli teraz wydaje ci się, że to bzdura, to jeszcze sama
się przekonasz.
Zayn posłał jej rozmarzone spojrzenie czekoladowych
oczu, a ona wstała, wiedząc, że powinna wracać do pracy.
– Niestety musze już iść – powiedziała, będąc
przekonaną co do swoich racji, których zmieniać nie zamierzała.
– Och, rozumiem, obowiązki wzywają. Powiedz mi, jak
masz na imię?
– Caroline. – uśmiechnęła się, kierując do drzwi.
– Więc Caroline, miło mi się z tobą rozmawiało, do
zobaczenia.